Teddy Bear Toss – komplet widzów i koszmarne kolejki

Podczas meczu hokeistów Comarch-Cracovii z KH Podhale Nowy Targ zorganizowana została akcja Teddy Bear Toss. To inicjatywa rodem z Ameryki Północnej, polegająca na zbieraniu pluszowych maskotek przy okazji hokejowych pojedynków. Gdy pada pierwszy gol dla gospodarzy, z trybun kibice rzucają pluszaki, które są potem zbierane i przekazywane do szpitali dziecięcych, domów dziecka lub innych instytucji z dzieciakami związanych.

Akcja Teddy Bear Toss przyciągnęło na halę Cracovii przy ulicy Siedleckiego prawdziwe tłumy. Komplet widzów czekał z wrzuceniem pluszaków tak długo, że do końca meczu pozostało ledwie 20 sekund! Efekt był fantastyczny, co możecie najlepiej zobaczyć na filmie zarejestrowanym przez pana Piotra Niemczyka:

Akcja udana, ale nie możemy pozostać obojętnym wobec katastrofalnej organizacji tego widowiska. Mimo absolutnie przewidywalnej, zdecydowanie wyższej niż na zwykłych meczach ligowych frekwencji, bilety sprzedawano w ledwie trzech okienkach kasowych! Gdy arbiter odgwizdał początek meczu kolejka do kas ciągnęła się przez całą długość hali. W tej kolejce znakomita większość kibiców stała z małymi dziećmi, które z pluszakami pod pachą mogły co najwyżej słuchać odgłosów z hali i z bijącym sercem modlić się, by Cracovia przypadkiem nie strzeliła bramki zanim nie wejdą na lodowisko. Piszący te słowa kupił bilet równo z końcem pierwszej tercji, a ogonek do kasy ciągnął się za nim jeszcze całkiem spory…

Tasiemcową kolejkę zobaczyć możecie na poniższym materiale, a i tak to wersja „LIGHT”, ponieważ film został nagrany 10 minut po rozpoczęciu meczu.!

Przy założeniu, że na lodowisku zjawiło się około 2500 kibiców, których obsłużyło trzech kasjerów, statystycznie każdy z nich musiał sprzedać 800 biletów! Liczmy bardzo optymistycznie – 5 sekund na bilet, (nierealne jeśli kibice kupowaliby bilety pojedynczo, ale zakładamy że kupowano po kilka na raz dla rodzin, znajomych itp), to 12 osób na minutę. Sprzedaż 2500 wejściówek musiał pochłonąć niemal półtorej godziny. Konia z rzędem temu, kto z dzieciakiem na halę lodową przychodzi z takim wyprzedzeniem…

Dość powiedzieć, że przy okazji widowiska, które musiało przyciągnąć rzeszę ludzi, którzy na hokej chodzą od wielkiego święta, a w wielu przypadkach byli na nim pierwszy raz, zostali oni skutecznie zniechęceni by nadal przy Siedleckiego zaglądać tylko wtedy, kiedy już na prawdę trzeba. A nie trzeba było wiele, by zrobić dobre wrażenie.

Przy okazji – impreza ta to kolejna wtopa po słynnych Derbach z „klasą”, podczas których Klub prawdopodobnie wykosił całe roczniki niezadeklarowanych, ale potencjalnych kibiców Cracovii i stracił ich bezpowrotnie. Do dziś nie odpowiedział za tamte Derby nikt, a błogostan w środowisku udało się zachować chyba tylko dlatego, że na tamtym meczu nie było niemal nikogo dorosłego i nikt prawie nie widział tamtej koszmarnej kompromitacji.

Przed halą lodową dzieciaki dostały po tyłkach po raz kolejny. Tym razem wespół z rodzicami. A całe dziadostwo u swoich podstaw ma jedną prostą do rozwiązania przyczynę. Oszczędzanie kilkuset złotych na obsadzie kas.

Zostaw Odpowiedź

1 × one =